sobota, 7 lutego 2015

Diana-2, 5

-Nie wierz w nic, tylko prawdę. 
Po czym rozwiała się, jak mgła. Wciąż byłam zszokowana po spotkaniu z boginią.
W rękach ściskałam książkę, kompas,flakonik i piękny, srebrny łuk.
Szczerze mówiąc, to o mało co nie zleciałam z drzewa, kiedy poszła. Po głowie krążyły mi niezliczone pytania, jednak tak naprawdę to potrafiłam odpowiedzieć na mniej niż połowę. Słońce zaszło już dobrą chwilę temu, idealnie w momencie, w którym Artemis zniknęła. Zeszłam z mojego prywatnego drzewa i, pomimo chwilowego niedysponowania, zabrałam się za rozpalanie ogniska, choć nie miałam bladego pojęcia, jak się za to zabrać. Całe życie spędziłam w więzieniu, jakim był mój dom, więc nie wiedziałam nic o życiu w dziczy. Kiedyś czytałam dużo książek o tematyce survivalowej, ale zapamiętałam tylko kilka rzeczy. Spróbowałam zebrać myśli, które kłębiły mi się w głowie. Było chyba kilka sposobów na stworzenie ognia, takich jak tarcie patykiem o drewno, czy... Coś z krzemieniami... Moja głowa stanowczo odmawiała dalszej pracy, i gdyby teraz ktoś mnie zobaczył, pewnie by pomyślał, że jestem obłąkana, czy pomylona. To chyba normalne po zobaczeniu olimpijczyka, nie?        "Dobra, kolejny krok do pomyleńca-widziałam Artemidę, i na dodatek coś od niej dostałam." Spojrzałam na przedmioty leżące na kamieniu obok. Był tam kompas, książka i buteleczka. Łuk miałam przewieszony przez ramię, w razie, gdyby jakiś niedźwiedź nie spęłna rozumu mnie zaatakował, choć w sumie, to było to bezcelowe, bo i tak nie miałam strzał. Szczerze, to jeszcze zbytnio się nimi nie interesowałam, bo moim priorytetem cały czas było wzniecenie ognia. Teraz, zrezygnowana podeszłam do nich i podniosłam książkę, oprawioną brązową skórą. Jak się teraz zastanowić, to bardziej przypomina dziennik. Otworzyłam go na pierwszej stronie, i zobaczyłam złote, pochyłe litery, mówiące: Do czego służy? Odkryj sama. Kolejna rzecz do zrobienia:Odkrycie właściwości tej rzeczy. Wyśmienicie, wprost świetnie. A ognia wciąż nie było. 
 Z kieszeni wyciągnęłam długopis, i od niechcenia narysowałam płomyk ognia. Wyszedł nieco koślawo, ale ładnie. Popatrzyłam na niego tęsknym wzrokiem. Moje oczy już chwilę temu przyzwyczaiły się do ciemności, tak że teraz widziałam wszystko wokół mnie. Było bardzo cicho. Jedyne co słyszałam, to szum drzew poruszanych przez wiatr. 
 Nagle dziennik się rozjaśnił, jakby ktoś poświecił na niego lampą. Po kilku sekundach dostrzegłam mały płomień na okładce, a w ułamku sekundy cała książka zajęła się ogniem, parząc mnie w palce. Cały czas patrzyłam na to zdziwiona, a gdy poczułam piekący ból na dłoniach, upuściłam go na ziemię. Szczęśliwym trafem spadł w miejsce otoczone przeze mnie kamieniami, gdzie miało być ognisko, prosto na gałęzie zebrane w lesie. Błyskawicznie zajęły się ogniem, zalewając światłem kilka metrów, które widziałam. Odetchnęłam z ulgą, wiedząc, że mam już źródło ciepła, tylko że w moim ognisku znalazł się prezent od Artemidy. Książka paliła się jak gdyby nigdy nic. Straciłam jeden z prezentów. Zrezygnowana i zmęczona dzisiejszym dniem, usiadłam wygodnie na trawie i spróbowałam wyrzucić wszystkie myśli z głowy.
  Wzięłam kompas do rąk, i otworzyłam złotą pokrywkę. W środku była igła, jak każda inna. Wszystko wyglądało dość zwyczajnie, tylko że nie było tam czterech kierunków, a jeden, oznaczony literą Q. Zaczęłam nim obracać, by sprawdzić, czy działa. Rzeczywiście, igła cały czas pokazywała ten sam kierunek. Na moje oko wszystko było z nim w porządku. Odłożyłam go na miejsce i sięgnęłam po flakonik, zastanawiając się, co robi płyn ze środka. Otworzyłam korek i od razu poczułam intensywny zapach pleśni i zgnilizny. Szybko zatkałam nos, by uwolnić się od odoru, i odsunęłam ją od siebie najdalej jak tylko mogłam, uprzednio ją zatykając. Nie zostało mi już nic do obejrzenia, z wyjątkiem przedmiotu wiszącego na moich plecach.
 Zdjęłam łuk z pleców, i przejechałam po nim dłonią. Końcówki srebrnych liści drapały mnie po rękach. "Jak tym się strzela?"-Pomyślałam. Wstałam i chwyciłam łuk we właściwej do strzelania pozycji, po czym, dla spróbowania naciągnęłam cięciwę. Nagle w miejscu, gdzie powinna być strzała, zawirowały błyszczące drobinki (Dop Autor. Dzwoneczek i Magiczny pył! Brokatem ją!), po czym pojawił się przedmiot, którego mi brakowało. Znów wytrzeszczałam oczy ze zdziwienia. Dużo nietypowych rzeczy mnie dziś spotkało. To chyba będzie najlepszy dzień w moim dotychczasowym życiu, choć miałam przeczucie, że teraz już każdy dzień będzie coraz lepszy. W końcu wszystko jest lepsze od życia w więzieniu, nie?
 Opuszkami palców dociągnęłam strzałę, maksymalnie napinając cięciwę, po czym wypuściłam strzałę. Leciała z zawrotną prędkością, po czym wbiła się w wielki dąb, przebijając go na wylot. Moja szczęka już leżała na podłodze, a w głowie dzwoniło mi jedno słowo-Niesamowite. Po chwili, ku mojemu zdziwieniu, strzała zniknęła, pozostawiając po sobie poszarpaną dziurę w pniu. Założyłam łuk z powrotem na plecy. Zaczęłam się go trochę bać, bo na przykład, co by było, gdybym trafiła tym w jakiegoś człowieka? Wzdrygnęłam się na samą myśl o krwawej scenie. 
 Podeszłam do ognia, i położyłam się na trawie. Która była godzina? Dziesiąta? Może później? W każdym razie, byłam zmęczona, całym dzisiejszym dniem, a na karku miałam jeszcze straż pałacową i całą resztę, przez  co jutro będę musiała nadrobić drogę. Nagle przypomniała mi się opuszczona komnata pokryta złotem. Coś w tym pomieszczeniu niepokoiło mnie bardziej niż kościotrup i pozłacane przedmioty, i za wszelką cenę próbowałam sobie przypomnieć, co. Byłam jednak zbyt zmęczona. Już po chwili zasnęłam przy ognisku, otoczona naturą i dziczą. Wolna.
*****
EB-Jakie to krótkie ;-;
NL-Co ty gadasz?!?! Ty masz potwornie długie rozdziały!
EB-Miało być jeszcze o wiosce Kravver... *Chlip*. I w jednej części!
NL-Podzieliłaś na dwa i niech zostanie, bo nam czytelników odstraszysz!
EB-Ok, niech będzie... Czekajcie na następny rozdział! Zaraz... Część rozdziału! Bye!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz